Kolejny poranek. Tym razem zupełnie inny od pozostałych. Ponieważ dziś pierwszy raz szłam do nowej pracy, dosyć nietypowej dla mnie, ponieważ nigdy nie wyobrażałam siebie w roli przedszkolanki. Po przebudzeniu usiadłam na łóżku, przez kilka następnych minut wpatrując się przed siebie. Kiedy wybudziłam się sięgnęłam po komórkę, który leżał na drugiej poduszce, tak jak myślałam nie dostałam żadnej informacji. Miałam dobry humor i nie chciałam go sobie psuć, dlatego też postanowiłam, że ten dzień spędzę jak najlepiej będę potrafiła mimo spotkania z Danielem. Niechętnie wstałam z łóżka, tym samym walcząc z pokusą zdrzemnięcia się jeszcze trochę. Kiedy nareszcie mi się to udało, wystartowałam w codziennym biegu. Poranna toaleta, śniadanie krótko mówiąc poranna rutyna. Zanim wyszłam, przerzuciłam swoja torebkę kilka razy, chcąc upewnić się, że niczego nie zapomniałam. Spokojna opuściłam mieszkanie zmierzając w stronę swojej nowej pracy.
Ulice były zatłoczone, jednak nie przeszkadzało mi to za bardzo. Nie chciałam się spóźnić już pierwszego dnia, ze wszystkich sił udało mi się dotrzeć na czas. Kiedy znalazłam się pod drzwiami przedszkola, właścicielka właśnie je otwierała. Póki co wszystko układało się tak jak powinno. Zanim do przedszkola przyszły dzieci minęła niecała godzina na sam ich widok z rodzicami, przypomniały mi się czasy, kiedy to ja szłam właśnie do takiego miejsca. Bałam się...Jednak nie wiedziałam czego tak naprawdę. Jednak strach z czasem minął . Jednak myśl o porzuceniu przewijała się gdzieś tam codziennie. Nie czekając dłużej dyrektorka wręczyła mi mój plan zajęć, więc nie pozostało mi nic więcej niż zabranie się za pracę.
Powitanie z gromadką dzieci nie było takie trudne, obawiała się czegoś gorszego, jednak poszło naprawdę dobrze. Kiedy załatwiłam wszystkie formalności, dzieciaki poszły się bawić, podczas kiedy miałam trochę czasu na zapoznanie się z rozpiskami. Mimo miejsca, w którym się znajdowałam i tak było tu naprawdę spokojnie. Moją uwagę przykuła jedna mała dziewczynka, która nie bawiła się ze swoimi rówieśnikami. Samotnie siedziała przy jednym ze stolików wpatrując się w białą pustą kartkę, postanowiłam coś z tym zrobić. Podeszłam do niej, po czym przykucnęłam obok stolika.
-Co się dzieje?- zapytałam ją.
Nie odpowiedziała, tylko wzięła do małej drobnej rączki ołówek i zaczęła coś rysować. Uważnie obserwowałam powstający obrazek, kiedy zapytałam co rysuje, również nie odpowiedziała. Nie miałam pojęcia o co mogło chodzić, jednak nie miałam zamiaru się poddać. Musiałam jej dać trochę czasu, ponieważ to byłoby najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji. Po wyjeździe z Nowego Jorku udałam się do Paryża, właśnie ta mała dziewczynka przypomniała mi w tej sytuacji samą siebie.Wyjazd okazał się dobrym wyborem, Deborah okazała się kimś w rodzaju opiekuna, postanowiła dać mi czas, abym mogła przygotować się do mówienia o tym. Siedziałam przy niej jeszcze jakiś czas obserwując pozostałe dzieci, które zmieniły zdanie o również zaczęły rysować. Po chwili, były gotowe, aby pochwalić się swoimi dziełami. Jednak, każdy był niemal taki sam domki, rodziny, tylko jedna praca wyróżniała się na tle pozostałych. Było w niej coś przygnębiającego, zanim zdążyłam ją zapytać o coś, dziewczynka zaczęła mówić.
-To mama. - powiedziała cichutko. - Czemu? - zapytała tylko, po czym do jej oczu napłynęły łzy.
Nie czkając na nic więcej więcej, przytuliłam ją do siebie gładząc przy tym jej długie ciemnobrązowe włosy. Jednak nie miałam pojęcia jak powinnam patrzeć na tą sytuację. Dziewczynka nie była taka skora na czułości, więc postanowiłam wrócić do poprzedniego planu i trzymać się go.
-Nie wiem. - odpowiedziała stawiając ją na podłogę. - Ale obiecuję, że się dowiem. - obiecałam spoglądając na kartkę. - Mogę? Chciałabym ją powiesić na tablicy.
Z wahaniem pokiwała głową, kiedy poszła w stronę zabawek zabrałam kartkę doskonale wiedziałam co mogła czuć. Rożnica była taka, że straciłam swoją matkę niedawno, jednak nie w tak młodym wieku. Było mi jej naprawdę żal, wiedziałam że będę musiała się dowiedzieć coś więcej o tej kobiecie jak i o jej córce. Izolacja w tak młodym wieku nie oznaczała nic dobrego, dlatego też chciałam pomóc tej małej.
Południe nadeszło szybko, razem z moją przerwą dzieci miały drzemkę, a ja mogłam zająć się własnymi sprawami. Podczas czasu spędzonego ze swoimi małymi podopiecznymi udało mi się zapomnieć o Danielu oraz jak i spotkaniu z nim. Dopiero teraz, kiedy nie miałam zbyt wiele obowiązków przypomniałam sobie o tym. Nie miałam pojęcia czy się pojawi, jednak moje myśli teraz zaprzątała Clair. Siedząc w gabinecie, przeglądałam jej dokumentację, jednak póki co nawet jej nie otworzyłam, coś mnie przed tym powstrzymywało. Kiedy uniosłam jej wieko, ktoś zapukał do drzwi z początku pomyślałam, że mógł to być Daniel, jednak był to zupełnie ktoś inny. W drzwiach pojawił się Charles ubrany w granatowy garnitur, spojrzałam na niego przyglądając się mu dokładnie dopiero po chwili spojrzałam na uczepioną jego nogi Blake. Mężczyzna uśmiechnął się przerzucając marynarkę przez ramię. Natomiast córka Whittemor'a oderwała się od niego i pobiegła w moją stronę.
-Nie dawała mi spokoju. - rzekł blondyn. - Opiekunka próbowała ją utrzymać w ryzach. Ale zaczęła rozrabiać i zabrała jej telefon. Musiałem się urwać.
-Nie tłumacz się. - poprosiłam. W sumie zabrzmiało to dziwnie, ponieważ jeszcze wczoraj powiedziałam mu otwarcie, że nie cierpię kłamstw, a teraz powiedziałam coś sprzecznego.
Uwielbiałam tą dziewczynkę, mimo braku matki była taka radosna, naprawdę ją polubiłam . Zdawała się być zupełnym przeciwieństwem Clair. Po tym spostrzeżeniu w mojej głowie pojawił się pewien pomysł.
-Mogła by tu zostać. - stwierdziłam patrząc na ojca Blake.
Charles popatrzył na mnie zaskoczony moją propozycją. Podszedł bliżej, po czym oparł się dłońmi o biurko patrząc to na mnie to na swoją córkę. Uśmiechnął się do dziewczynki.
-Naprawdę? - zapytał chcąc się upewnić.
-Ja chcę. - odezwała się Blake, co tylko zapieczętowało sprawę.
-No to już załatwione. Wrócimy koło 16. - poinformowałam go.
Blake zaśmiała się tylko radośnie, tuląc się do mnie mocniej. Porozmawiałam z mężczyzną chwilę i wróciłam do swojego poprzedniego zajęcia w towarzystwie swojej małej uroczej sąsiadki. Podczas gdy ona była zajęta rysowaniem czegoś, ja mogłam zacząć czytać swoją nową lekturę. Po godzinie wspólnie udałyśmy się do dzieci, które rozbudzone czekały na obiad. Po raz kolejny tego dnia dostrzegłam Clair odosobnioną od grupy, siedziała przy swojej leżance tuląc do siebie misia. Widząc to blondyna od razu do niej podeszła i postanowiła przejść do rzeczy.
-Cześć. - wypaliła.
Brunetka nieufnie spojrzała na nią, przyciskając pluszaka do siebie mocniej bojąc się, że ta pierwsza zechce jej go odebrać. Stojąc nieopodal obserwowałam milczące dziewczynki. W momencie, kiedy zdawało się, że nic z tego nie wyjdzie, córka Chales'a przytuliła samotną dziewczynkę natomiast ta tylko powiedziała:
-Nie mam mamy. - pożaliła się.
-Ja też.
Chciałam obserwować to dalej, jednak musiałam udać się do holu skąd mnie wołano. Pozostawiłam dzieci pod opieką przedszkolanki drugiej grupy. Idąc do innego pomieszczenia zastanawiałam się nad podobieństwem dziewczynek. Czułam potrzebę opieki na nimi z niewiadomego powodu. Po chwili weszłam do holu rozglądając się po nim.
-Hope. - odezwał się ostrożnie Daniel.
-Ty.- rzuciłam oschle.
Stał ubrany w szary garnitur, podobnie jak Charles nie miał na sobie marynarki, z resztą nic dziwnego dzisiejszy upał był nie do zniesienia. Nie pasowało to zupełnie do niego, z resztą skąd miałam to wiedzieć? W końcu nie mam pojęcia z kim tak naprawdę teraz mam do czynienie. Mężczyzna zrobił krok w moją stronę, udając że tego nie widzę spojrzałam na zegarek w kształcicie biedronki umiejscowiony na ścianie, który wskazywał 14. Spostrzegł to, dokąd powędrował mój wzrok i od razu przeszedł do próby usprawiedliwienia:
-Starałem się jak mogłem.
-Nie mamy rozmawiać o tym. - przypomniałam. - Pięć minut pamiętasz?
Kiwnął tylko głową i przeszliśmy do gabinetu, w którym znajdowała się dyrektorka, widząc nas ulotniła się. Nie miałam zamiaru narażać się po jednym dniu z powodu Daniela, który i tak nadal nie nauczył się przychodzić na czas, co zupełnie nie pasowało do niego ponieważ jego praca wymagała punktualności. Usiadłam przy stole, ponaglając go z oczywistych powodów.
-Możesz zacząć w końcu mówić? - zapytałam zdenerwowana.- Jestem w pracy jakbyś nie wiedział.
-Rozumiem skąd bierze się twoja wściekłość...
I to jak. - dodałam w myślach.
-Gdybym wiedział tylko, że dojdzie do tego wszystkiego zabrałbym Cię ze sobą. - szepnął. - Wiesz jaki jestem. Zawsze gnałem przed siebie nie zważając na innych. Chciałem się rozwijać zostać kimś.
Gwałtownie wstałam odsuwając krzesło. Po co on tu przyszedł? Po to, aby mi opowiedzieć o swoich młodzieńczych ambicjach? Nie miałam zamiar nawet tego słuchać. Zła podeszłam do niego i wymierzyłam mu policzek. Nie chciałam ponownie popełniać tego samego błędu, wybaczenie nie było w tej sytuacji na miejscu. Odwrócił głowę w moja stronę, jednak bez słowa zostawiłam go samego, aby otworzyć mu drzwi.
-Tyle mi wystarczy. Wyjdź. - wysyczałam.
-To dopiero początek. - powiedział pewnie.
-Jesteś żałosny. - odrzekłam powstrzymując się od krzyku. - Wpychasz się ponownie do mojego życia, po tym jak znikłeś zostawiłeś mnie samą. I to nie na kilka dni. Na sześć lat! Nawet nie potrafiłeś się pojawić w najgorszym dniu w moim życiu! Byłeś dla mnie kimś, ale teraz to się zmieniło. Jeśli jeszcze nie zrozumiałeś, że nie chcę Cię znać to przykro mi, ale nie chcę Cię już widzieć więcej, ani tu ani nigdzie indziej.
Opuściłam pomieszczenie i wyszłam na zewnątrz nie chciałam wracać tu w takim stanie. Nie sądziła, że będzie tak łatwo, jednak był wyrzuciłam z siebie to wszystko co tłumiłam przez tak długi czas. Nie obchodziło mnie to co czuł, nie chciałam go widzieć i tyle. Jeśli on potrafił myśleć wyłącznie o sobie przez tyle lat, to w taki razie i ja powinnam zacząć to też robić. Usiadłam na ławce, skrytej pod cieniem rozłożystego dębu. Wzięłam głęboki wdech, jednak to nie pomogło wbrew mojemu założeniu, uznałam że nie będzie to dobry dzień. Nie powinnam się tak łatwo denerwować, jeśli pracuję z dziećmi. Po kilku minutach wróciłam do przedszkola. Od 15 czas minął bardzo szybko. Kiedy wybiła szesnasta byłam wolna, widząc starszą kobietę która z czułością przytuliła do siebie Claire uśmiechnęłam się lekko. Razem z nią opuściła budynek, a ja spojrzałam na Blake, która pociągnęła mnie za dłoń.
-Nie chcę, aby szła. - powiedziała.
-Babcia zabrała ją do domu. - starałam się jej wytłumaczyć, że nic się jej nie stanie.
Umilkła. Wróciłam razem do domu Blake gdzie czekała na nas miła niespodzianka. W mieszkaniu czekał na nas Charles, który widząc nas uśmiechnął się od razu. Dziewczynka podbiegła do ojca rzucając się mu na szyję, po czym od razu przeszła do opowieści na temat tego co robiła po tym jak ją zostawił. Bardzo mi się podobał sposób w jaki rozmawiał z córką. Po kilku minutach pobiegła do swojego pokoju zostawiając nas sam na sam.
-Może usiądziesz? - zapytał wskazując miejsce obok siebie.
Kiwnęłam głową i usiadłam obok niebieskookiego, który sięgnął po kopertkę, która leżała na szklanym stoliku do kawy a następnie mi ją wręczył.
-Otwórz proszę.
Niepewnie otworzyłam kopertę i wyciągnęłam z niej zaproszenie. Jedynie co przychodziło mi na myśl, to że sugerował mi aby poszła tam z nim.
.